Spiżowy monument
Nie mogłem przepuścić takiej okazji z prostej przyczyny: bo to jest jeden z takich momentów historii, które nazywamy „kotwicami”. To moment, od którego coś się zaczyna, który coś wyznacza, coś zmienia. Uważam, że jeśli tylko jest możliwość, warto w takich wydarzeniach uczestniczyć. Bo to nie jest chwilowa rzecz. Same wydarzenie jest, rzecz jasna, chwilowe, ale jego emanacja czasowa rozciąga się na setki lat w przyszłość.
Caput Mundi. Rzym po raz pierwszy.
Samolot z Modlina przeniósł nas do późnojesiennego Rzymu w niecałe dwie godziny. Dłużej zajmuje mi niezagrożony mandatem za nadmierną prędkość i bezstresowy przejazd autem z Białegostoku do Warszawy. Można więc powiedzieć, że nieco ponad półtorej godziny dzieli nas od wgryzienia się w maritozzo i popicia doskonałym cappuccino, siedząc w gwarnej kawiarence na Piazza della Rotonda. Lądowanie na Ciampino, autobus na Zatybrze, gdzie meiliśmy wynajęty apartament. I już. Rzym. Jestem tu. O kurde